Skip to main content
Najlepsza sesja trad, na którą się natknąłem — i co ją wyróżniało

Najlepsza sesja trad, na którą się natknąłem — i co ją wyróżniało

Zły rodzaj sesji

Byłem dwa dni w Dublinie i już siedziałem przez dwa tradycyjne zestawy muzyczne, które mogę opisać tylko jako technicznie poprawne i emocjonalnie puste. Muzycy byli biegli. Pub był zaprojektowany tak, żeby wyglądać jak irlandzki pub z odległości trzydziestu stóp. Na stole leżała laminowana karteczka wyjaśniająca instrumenty. Ktoś przy barze zamówił irish coffee i dostał, wraz z tym, krótką werbalną historię tego napoju. Wypiłem szybko swoje piwo i wyszedłem.

Znałem teorię tego, jak powinna wyglądać dobra sesja. Przeczytałem wystarczająco, żeby zrozumieć, że muzyka trad w Irlandii to tradycja partycypacyjna, a nie gatunek performatywny — że sesje to towarzyskie imprezy, gdzie muzycy grają dla siebie nawzajem tak samo jak dla jakiejkolwiek publiczności, gdzie melodie krążą po sali jak rozmowa, gdzie najlepszą rzeczą, jaką możesz zrobić jako nie-muzyk, jest usiąść cicho, słuchać i od czasu do czasu kupić kolejkę. Po prostu jeszcze nie znalazłem prawdziwej rzeczy w mieście, gdzie fałszywa rzecz jest agresywnie dobrze promowana.

Co stało się trzeciej nocy

Szukałem pubu bez konkretnej agendy muzycznej. Był wtorek w połowie lipca, około dziewiątej wieczorem, i wszedłem do pubu w dzielnicy Liberties — nie będę go nazywać, częściowo dlatego, że sesja jest nieregularna, a częściowo dlatego, że nazwanie go wypełniłoby go ludźmi szukającymi autentyczności, co jest własnym rodzajem ruiny. Był mały, słabo oświetlony i pachniał czymś uczciwym. W sali było około dwunastu osób.

W tylnym kącie siedmiu muzyków grało. Skrzypce, dwa tin whistles, banjo, bodhrán, akordeon i gitara. Nikt nie był amplifikowany. Nikt nie był zwrócony twarzą do publiczności. Siedzieli w mniej więcej kole, patrząc na siebie nawzajem lub na podłogę, grając z intensywnością całkowicie obojętną na to, czy ktokolwiek słuchał.

Melodie były polki. Potem reele. Potem długa sekwencja jigs, którą później dowiedziałem się, że to trzy oddzielne melodie grane jedna po drugiej bez przerwy. Gracz na bodhránie ustalił rytm, a skrzypek odpowiedział czymś, co brzmiało jak argument. Akordeon połączył ich razem. Trwało to cztery godziny.

Siedziałem przy barze i zostałem na całość.

Co sprawia, że sesja jest prawdziwa

Różnica między tym, co słyszałem tej nocy, a turystyczno-muzycznymi sesjami, na których byłem dwa dni wcześniej, nie jest łatwa do opisania. Ma coś wspólnego z intencją, coś z relacją między muzykami i coś z nieobecnością kogokolwiek próbującego zadowolić zewnętrzną publiczność.

Sesja skierowana do turystów jest zorganizowana jako spektakl. Jest początek, środek i koniec. Muzycy są zwróceni twarzą do sali. Może być wokalista. Będą oklaski między melodiami. Lista piosenek jest znana z góry i była kalibrowana dla sali ludzi, którzy nigdy wcześniej nie słyszeli tych melodii.

Prawdziwa sesja nie ma listy piosenek. Prowadzenie zmienia się organicznie — ktoś zaczyna melodię, inni ją rozpoznają i dołączają, a gdy melodia się kończy, ktoś inny zaczyna następną. Nie ma dyskusji. Melodie są językiem. Poziom wiedzy wymagany do uczestnictwa jest znaczny; nie możesz dołączyć do sesji, chyba że masz melodie w palcach.

To jest tradycja, która była grana w irlandzkich rogach pubów tak długo, jak puby istniały. Wersja turystyczna jest reprezentacją tej tradycji, sfotografowaną i sprzedaną z powrotem ludziom, którzy przyszli jej szukać. Obie istnieją. Jedna jest znacznie lepsza.

Jak znaleźć prawdziwą rzecz

Przewodnik po tradycyjnych sesjach muzycznych w Dublinie omawia niezawodne miejsca bardziej szczegółowo, ale uczciwa odpowiedź jest taka: najlepsze sesje to nie te, które rezerwujesz z wyprzedzeniem. Zdarzają się w tygodniu wieczorami w pubach bez budżetu marketingowego i bez incentywy Trip Advisor. Cobblestone w Smithfield to najbardziej znana lokalna rekomendacja i nadal naprawdę dobra — jest pubem muzyki trad od dziesięcioleci i oparł się presji gentryfikacji. Hughes’ Bar na Chancery Street ma sesje większość wieczorów. O’Donoghue’s na Merrion Row ma długie powiązanie z tradycją (tam grali The Dubliners) i jest bardziej turystyczny niż kiedyś, ale tylny bar w tygodniu wieczorami wciąż może produkować prawdziwą rzecz.

Etykieta, jeśli chcesz się zaangażować, jest prosta: nie proś o piosenki, nie klaskaj razem, chyba że muzycy wyraźnie grają dla publiczności, siadaj w szanowanej odległości od kręgu i regularnie kupuj napoje przy barze. Muzycy zazwyczaj nie są opłacani. Twoją rolą jest być dobrą publicznością: uważną, cichą i obecną.

Jeśli chcesz zorganizowanej kultury muzycznej z większą niezawodnością, piesza wycieczka po muzyce irlandzkiej z występem na żywo prowadzi cię do miejsc, gdzie muzyka jest kuratowana i wyjaśniana — pożyteczne wprowadzenie, jeśli chcesz kontekstu przed samodzielnym poszukiwaniem sesji. Celtyckie kolacje oferują bardziej teatralną wersję dla tych, którzy chcą kolacji z muzyką.

Dlaczego przypadkowo odkryta wersja ma znaczenie

Jest szczególna jakość czegoś znalezionego przez przypadek, której ta sama rzecz szukana celowo często brakuje. Byłem w O’Donoghue’s wcześniej tego dnia, przeczytałem tablicę o związku z The Dubliners i nic nie poczułem poza łagodnym zainteresowaniem, jakie czujesz przy historycznej tablicy pamiątkowej. To co stało się w tylnej części pubu w Liberties, stało się dlatego, że nie miałem żadnych oczekiwań i muzycy nie mieli żadnych względem mnie.

Sesja trwała do dobrze po północy. Dwie osoby przy barze wdały się w długą cichą rozmowę o futbolu. Bardzo stary mężczyzna zasnął w kącie. Kobieta zapytała akordeonistę o coś, a on odpowiedział melodią zamiast słowami. W pewnym momencie ktoś wyniósł talerz kanapek. Muzyka trwała dalej.

Rozumiem teraz, czym jest muzyka trad, w sposób, którego nie mógłbym wyjaśnić przed tym wtorkiem. Najlepszą rzeczą do zrobienia w Dublinie jest wędrowanie, dopóki się jej nie znajdzie.