Skip to main content
Ukryte zakątki Liberties

Ukryte zakątki Liberties

Dzielnica, którą Dublin zapomniał właściwie uszlachetnić

Liberties ma sposób na wchodzenie pod skórę, zanim w pełni zdecydujesz się na to pozwolić. Po raz pierwszy przeszedłem przez nią porządnie pewnego lipcowego popołudnia, które groziło deszczem bez wywiązania się z tej groźby — ta specyficzna dublińska pogoda, gdy nosisz kurtkę jako zabezpieczenie i masz jedno oko na chmury. Byłem w Guinness Storehouse tuzin razy przez lata. Nigdy tak naprawdę nie zatrzymałem się, by spojrzeć na to, co je otacza.

Okazuje się, że otacza je dzielnica o niezwykłej gęstości i sprzecznościach. Liberties — obszar mniej więcej ograniczony przez Patrick Street, Thomas Street, Meath Street i nabrzeże — jest jednocześnie jednym z najstarszych osiedlonych obszarów Dublina, jednym z jego najbardziej przemysłowych, jednym z najbardziej pokrzywdzonych i teraz, z pewną nieuchronną dynamiką, jedną z jego najnowszych dzielnic rzemieślniczych trunków. Spacer przez nie w 2019 roku czuł się jak bycie obecnym w chwili przed czymś, co się przechyla.

Dlaczego się nazywa Liberties

Nazwa pochodzi ze średniowiecza, kiedy pewnym obszarom poza murowanym miastem Dublina przyznano specjalny status prawny — “wolności” do działania poza jurysdykcją miejskich cechów. Tkacze, garbarze i piwowarzy, którzy osiedlili się tu w XVII i XVIII wieku, byli często hugenoskimi uchodźcami uciekającymi przed prześladowaniami religijnymi we Francji i zbudowali wczesny dobrobyt dzielnicy na jedwabiarstwie.

Dobrobyt nie trwał długo — angielskie ograniczenia handlowe zniszczyły przemysł włókienniczy Liberties na początku XVIII wieku, a obszar spędził następne dwa stulecia jako twarda, dumna, robotnicza dzielnica, która od czasu do czasu produkowała niezwykłe rzeczy (przemysł destylacyjny i piwowarski, wiele z irlandzkiej kultury popularnej) i konsekwentnie dostała mniej niż swój udział w inwestycjach komunalnych.

Stojąc dziś na Thomas Street, widać kości tego wszystkiego: szeroka georgiańska ulica zaplanowana dla handlu, zachowane kamienice za nią, ogromna pusta parcela po zburzonej szkole, mur browaru Guinness biegnący przez setki metrów wzdłuż James’s Street. Liberties nadal nosi swoją historię.

Destylarniane obejście, o którym nikt nie mówi

Guinness Storehouse jest tak dominujące, że większość odwiedzających Liberties nigdy nie zauważa, że dołączyły do niego trzy poważne destylarnie whiskey w zasięgu dziesięciu minut spaceru.

Destylarnia Teeling Whiskey na Newmarket Square była pierwszą destylarnią whiskey otwartą w Liberties od ponad 125 lat, gdy uruchomiono ją w 2015 roku. To piękny budynek — przekształcony kompleks z oryginalną kamienną ścianą zachowaną jako element — a wycieczki są naprawdę pouczające, a nie teatralne. Różnica między potrójną a podwójną destylacją, wyjaśniona przy trzech szklankach, to rodzaj wiedzy, który sprawia, że inaczej myślisz o whiskey w ogóle.

Roe & Co przy James’s Street zajmuje starą Guinness Power House, a renowacja jest nadzwyczajna — oryginalne wiktoriańskie urządzenia generujące zostały zachowane jako dekoracja dla nowoczesnej przestrzeni degustacyjnej, która jakoś nie czuje się niezgodna. Sama whiskey jest lżejsza i bardziej przystępna niż Teeling.

Destylarnia Pearse Lyons jest najbardziej osobliwa i prawdopodobnie najbardziej pamiętna: działająca destylarnia zainstalowana w przekształconym wiktoriańskim kościele, z witrażami i cmentarzem. Wycieczki snują się między alembikamia i nagrobkami, co brzmi jak gadżeciarstwo i okazuje się naprawdę atmosferyczne.

Nasz pełny przewodnik po dublińskim szlaku whiskey obejmuje wszystkie trzy szczegółowo i mówi, jak połączyć je w spójne popołudnie. Destylarniane obejście jest, moim zdaniem, lepszym popołudniem niż Storehouse dla każdego, kto już zrobił Guinness — mniejsze, bardziej bezpośrednie i znacznie mniej tłoczne.

Rynek na Meath Street i domowe Liberties

Skręć z Thomas Street w Meath Street a cały rejestr dzielnicy się zmienia. To robotnicza ulica handlowa — rzeźnik z ręcznie pisanymi cennikami w oknie, rybak, targ owoców i warzyw, który jest w tym samym miejscu od niepamiętnych czasów, pub o dziesiątej rano z tą uspokajającą atmosferą sugerującą, że jego klientela przychodziła tu każdego dnia od czterdziestu lat.

Rynek nie jest niczym podobnym do weekendowych jarmarków rolniczych, które skolonizowały bardziej prosperujące dublińskie dzielnice. Nie ma tu stoisk z rzemieślniczymi serami, próbkami rzemieślniczego ginu, markowych kubków do kawy. Są bardzo dobre warzywa w cenach, które sprawiają, że rozumiesz, jak napompowane są fancy targi, i są rozmowy między straganiarzami a ich stałymi klientami, warte podsłuchania, jeśli uda ci się nie wyglądać podejrzanie przy tym.

To są domowe Liberties i są w dużej mierze nienaruszone. Warte godziny każdego.

Widok z Francis Street

Francis Street to dzielnica antyków i mebli vintage — rząd antykwariuszy zajmujących parter georgiańskich budynków, wystawiających szafy i lustra na chodnik. W sobotnie popołudnie to najciekawsze zakupy uliczne w Dublinie, a większość turystów nigdy go nie znajduje.

Jakość waha się od naprawdę wyjątkowej (jeden antykwariusz specjalizuje się w irlandzkim srebrze georgiańskim; inny w osiemnastowiecznych botanicznych grafikach) do pogodnie różnorodnej (stare szyldy, lampy kolejowe, komplety sztućców bez łyżek). Dealerzy są znający i nie szczególnie natarczywi, i możesz tu spędzić godzinę ucząc się ogromnej ilości o tym, co ongiś zawierały domy Dublina.

Na szczycie Francis Street widok na północ obejmuje wieżę browaru Guinness, iglicę katedry św. Patryka i dachową panoramę georgiańskich kominów, która czuje się jak miasto zachowane w bursztynie.

Święty Patryk i Christ Church

Liberties jest obramowane przez dwie średniowieczne katedry, a większość odwiedzających Storehouse przechodzi prosto obok jednej z nich. Katedra św. Patryka jest większa i bardziej historycznie znacząca: Jonathan Swift był tu dziekanem przez trzydzieści dwa lata i jest pochowany w południowym transepcie z epitafium, które sam napisał. Wnętrze katedry jest gęste od pomników i upamiętnienia, a nawa nadal czuje się jak przestrzeń zbudowana po to, by sprawiać, że ludzie czują się mali w szczególny, teologicznie specyficzny sposób.

Katedra Christ Church jest jeszcze starsza — oryginalny budynek założono w XI wieku — a krypta zawiera jedną z najbardziej niezwykłych kolekcji obiektów w Dublinie: średniowieczne kafelki, zmumifikowanego kota i szczura, starożytne srebro kościelne i rzekome serce świętego Wawrzyńca O’Toole’a w drewnianej kasetce.

Obie mieszczą się w zasięgu dwudziestu minut spaceru od Storehouse i obie są spokojniejsze i mniej kosztowne. Poranek łączący katedrę z wycieczką po destylarni i lunchem na Meath Street jest lepszym porankiem, niż większość przewodników by ci w to kazała wierzyć w tej okolicy.

Dla tych, którzy chcą bardziej ustrukturyzowanego podejścia do odkrywania obszaru, nasz przewodnik po spacerze po ukrytych zakamarkach zawiera trasę przez Liberties obejmującą wszystko powyższe.

Dzielnica teraz

Liberties się zmienia. Destylarnie przyniosły uwagę mediów i bary koktajlowe. Na Thomas Street pojawiły się przestrzenie coworkingowe. Stare domy robotników Guinnessa w pobliżu browaru stały się pożądane. Rynek na Meath Street nadal tam jest, ale frekwencja jest inna.

Czy to poprawa czy wysiedlenie — zależy od tego, gdzie stoisz. Z zewnątrz wygląda jak dzielnica w końcu otrzymująca uwagę, na którą zasługuje. Od wewnątrz obraz jest bardziej skomplikowany. Dla odwiedzających punkt jest taki, że trafiasz tu w ciekawy moment — wciąż rozpoznawalnie będące tym, czym było przez trzy stulecia, ale zaczynające stawać się czymś innym. Przyjedź teraz, póki obie wersje są jeszcze widoczne.